FOCIMY - KRĘCIMY - RÓŻNE RZECZY ROBIMY ...
Kategorie: Wszystkie | FAQ | Filmiki | FoTo | Inne | Przegląd EKSTREMALNY
RSS
środa, 28 stycznia 2009
Wizyta w Krakowie
Kraków przyciąga nas od dawna. Część z ekipy "BT" tam mieszka, część studiuje, jadąc w góry często się w nim przesiadamy, jeździmy tam na zakupy, ... Ten wyjazd choć nie związany z górami, okazał się bardzo konstruktywny. Rozwiązaliśmy jeden z istotniejszych problemów programu oraz powstały nowe pomysły. Na galerii można zobaczyć trochę zdjęć ze zwiedzania jakże tajemniczego, skąpanego we mgle Krakowa. Miło było spędzić kilka wolnych dni w takim otoczeniu. Dziękujemy ekipie z Dębicy z Jakubem na czele za nocleg i dobrą zabawę.





http://picasaweb.google.com/yetibt/KrakowMgla#   (21 zdjęć)

PS: Są już zdjęcia z Kursu Turystyki Zimowej
http://picasaweb.google.com/yetibt/KursTurystykiZimowej# (67 zdjęć)
19:42, bezpiecznetatry , Inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Witam

Zapraszam na wycieczkę po Radomiu.

Polskie Towarzystwo Tatrzańskie ogłosiło rok 2009 rokiem dr Tytusa Chałubińskiego, który urodził się w Radomiu. Stowarzyszenie Kocham Radom postanowiło przyłączyć się do tej inicjatywy organizując wycieczkę po Radomiu, w trakcie której będziemy odwiedzać miejsca związane z Doktorem.

Zbiórka 8 lutego o godzinie 10:30 na Rynku Miasta Kazimierzowskiego, wycieczka potrwa około 3 godzin a poprowadzi ją Łukasz Zaborowski.

Udział w wycieczce jest bezpłatny.

Informacje oraz zgłoszenie - zgłoszenie nie jest konieczne do udziału w wycieczce.

krzysztof.szymiec@kochamradom.pl

23:20, bezpiecznetatry , Inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009

Z Mariuszem spotkałem się na dworcu w sobotę 27 grudnia 2008 o godzinie 5.20 skąd wyruszyliśmy razem pociągiem do Krakowa, następnie autobusem do Zakopanego. Nastroje były świetne, każdy z nas był podekscytowany wyjazdem, na który nie mogliśmy się doczekać odkąd wpłaciliśmy zaliczkę. Całą drogę rozmawialiśmy o górach i planach na wspólne wyjazdy, nie obeszło się również bez wspomnień z czasów, kiedy pracowaliśmy razem, było dużo śmiechu.
            W Zakopanem dołączył do nas Tomek, który zaaferowany wyjazdem zapomniał spodni z domu (oczywiście musiałem je wcześniej odebrać w Dębicy i nie obeszło się bez mniejszych czy większych „afer„ z tego powodu). Zrobiliśmy szybkie zakupy w piekarni i z plecakami wyładowanymi po brzegi (razem z kominami) sprzętem, ubraniami i oczywiście z dużą ilością jedzenia ruszyliśmy busem w kierunku Kuźnic skąd dalej przez Boczań na Halę Gąsienicową. Obawialiśmy się pogody, bo wisiały nad nami chmury i wszystko wskazywało na to, że będzie to powtórka z kwietnia tego roku, kiedy to z Krzyśkiem nie mieliśmy specjalnie udanego wyjazdu. Poza faktem, że spotkaliśmy na szlaku może 2 osoby, czyli mieliśmy święty spokój.



Kiedy wyszedłem ponad górną granicę lasu i zobaczyłem nad sobą błękitne niebo bez żadnej chmurki, pomyślałem, że jest dobrze. Poruszaliśmy się sprawnie, udeptaną autostradą za dziewczyną na nartach, której Tomek uczepił się jak rzep psiego ogona i za wszelką cenę chciał nawiązać z nią jakiś kontakt. Dostaliśmy niezły wycisk po półrocznej przerwie w łażeniu, zwłaszcza, że byliśmy obładowani jak woły. Wydawało mi się, że ona chciała nas zostawić za sobą, ale nasz Don Juan nie dawał za wygraną, jednak na pierwszej lepszej prostej z górki nie mieliśmy szans z turystką na nartach. Jedyna rzeczą, która nas drażniła było to, że za każdym razem, kiedy wymijaliśmy się z „turystami” nadchodzącymi z naprzeciwka, wyposażonymi w adidasy, torebkę tudzież reklamówkę, ustępując im kulturalnie miejsca, zapadaliśmy się w śnieg, po tzw. graty i ciężko było się wydostać.
            Zacząłem jeździć w góry zimą po to by nauczyć się czegoś nowego, przeżyć przygodę, zobaczyć niezapomniane widoki i uwolnić się od tzw. niedzielnych turystów, których jest mnóstwo w sezonie letnim. W tym ostatnim przypadku oczywiście mi się nie udało, jednak to, co ujrzałem, gdy dotarliśmy na halę ukoiło mój niesmak i przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Byłem szczęśliwy jak dziecko, które właśnie dostało lizaka, a przecież, dla niektórych to tylko ładny widoczek, a dla mnie, dla nas, góry to miłość, oderwanie od rzeczywistości i piękno, którego nie da się opisać, a przynajmniej ja nie potrafię togo zrobić, bo marny ze mnie literat. W każdym bądź razie, jeżeli chodzi o mnie to mógłbym tak stać godzinami i patrzeć w dal, nie zważając na nic, do końca swoich dni.

Zakwaterowani zostaliśmy w masowej, 12-sto osobowej celi nr 5 w schronisku „Murowaniec”, bez gniazdek, ale za to z bandą naprawdę ciekawych ludzi i tylko trochę mi ich szkoda, bo przez cały czas naszego pobytu musieli znosić nasze ciągłe chrapanie w nocy i wiecznie chodzili niewyspani. Nam zresztą też było potrzeba 2 dni intensywnego wysiłku i przyzwyczajenia się do wysokości, a przecież to tylko 1500m n.p.m.
            Około godziny 18.00 odbyły się pierwsze zajęcia na małej sali obok jadalni. Na początek zostaliśmy skasowani za resztę kursu i przydzielono nam sprzęt w postaci raków, czekana, kasku, uprzęży, szpeju, liny. Do dyspozycji grupy były również śruby lodowe, sądy lawinowe, łopaty do śniegu, szabla śnieżna, „dead man” i tzw. „pipsy”, czyli detektory lawinowe. Po nacieszeniu się nowymi zabawkami rozpoczęły się zajęcia praktyczne, a co za tym idzie zaczął się młyn. Zakładanie uprzęży, wiązanie raków paskowych, wiązanie ósemek i przywiązywanie się do uprzęży, skracanie na sobie liny i zwijanie jej to naprawdę wyzwanie dla laików takich jak my, zwłaszcza jeżeli na stole nad tobą stoi kat, grożący, że jak nie będziesz tego jutro umiał to się „spi*****isz” i zabijesz. Więc po wszystkim i po wypiciu okrutnie drogiego piwa w bufecie wróciliśmy do pokoju i zaczęliśmy ćwiczyć nieszczęsne węzły.



Następnego dnia wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy śniadanie, dopakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy nad Zielony Staw. Dzień upłynął nam bardzo szybko i wszyscy byli zadowoleni z nabytych umiejętności, przynajmniej nasza część ekipy. Na początek było hamowanie czekanem upadków ze stoku, na wszelakie sposoby. Do znudzenia na plecach głową do góry, na brzuchu głową w dół, na plecach głową w dół, kontrolowane „dupo-zjazdy”, śnieg mieliśmy dosłownie wszędzie, że o kieszeniach nie wspomnę. Dalej było wybijanie stopni i trawersowanie stokiem a na koniec asekuracja lotna i króciutkie przejście po okolicznych skałkach i trawach.

Wieczorem, po sytym obiedzie w postaci „zupki chińskiej” i bułki z konserwą, czyli to co lubimy najbardziej, odbył się kolejny wykład. Poznaliśmy podstawowe informacje o sprzęcie potrzebnym do poruszania się w terenie turystycznym zimą. Polecono kilka marek, a co najważniejsze i najbardziej przydatne to instruktorzy podzielili się z nami swoimi doświadczeniami związanymi ze sprzętem, bo kto inny jak nie człowiek, który spędził w górach na wspinaczce ponad 20 lat zna się na tym najlepiej.
            Drugiego dnia podzielono nas na dwie grupy i nasza część uczyła się jak wyciągnąć partnera ze szczeliny i jak samemu z niej wyjść, po czym trafiliśmy do tzw. kociołka wstydu. Jak dla mnie to nie było się czego wstydzić ale fakt faktem wszyscy w Murowańcu widzieli co się wyprawiało 100m od schroniska i robili nam zdjęcia. Na początek uczyliśmy się zakładać stanowiska w śniegu za pomocą czekana, dwóch czekanów, plecaka, szabli śnieżnej czy „dead man’a”, po czym powiązani linami w parach wyciągaliśmy się ze „szczeliny”. Musiało to komicznie wyglądać, kiedy jeden z nas brał rozpęd i skakał w „piekielną czeluść kociołka wstydu”, a drugi próbował wyhamować upadek, następnie przepinał linę do wcześniej przygotowanego stanowiska i próbował wyciągnąć na górę. Nie jest to jednak prosta sprawa i raz zostałem ściągnięty w dół.
            Najbardziej podobało mi się stanowisko zrobione w samym śniegu. Miało kształt łezki o krawędziach głębokości około 15-20cm, dookoła której leżała lina. Kiedy usłyszałem, że mamy na tym zjechać na dół byłem przerażony. Wprawdzie nie było wysoko, ale pionowo, na szczęście ja nie byłem testerem.
            Wróciliśmy cali do schroniska na kolejny wykład. Było o niebezpieczeństwach gór lodowcowych, poruszaniu się po lodowcu, przedstawiono nam dużo zdjęć z wyjazdów w Alpy i podzielono się własnymi doświadczeniami. W planach kursu było kopanie jamy śnieżnej i ewentualny nocleg w niej, ale niestety w okolicach schroniska nie było dostatecznie dużo śniegu, więc chłopaki opowiadali nam jak to jest, kiedy w górach wypada „kibel”, czyli ogólnie jak biwakować w górach w nagłych wypadkach. Wspomniano też o etyce górskiej i o tym jak zachowywać się w schronisku, ale my byliśmy grzeczni, zapewne nie chodziło o nas.

Trzeci dzień był według wszystkich najbardziej fascynujący, ponieważ wybraliśmy się na wspinaczkę w lodzie nad Zmarzły Staw. Wcześniej pozakładano nam „pipsy”, przydzielono sondy lawinowe i łopaty, dla naszego bezpieczeństwa oczywiście, nie dla tego, że szlak był zasypany i ktoś mógłby go odśnieżyć. Na początek wkręciliśmy kilka śrub lodowych i założyliśmy stanowisko do wspinaczki na tzw. wędkę. Najtrudniej było wchodzić na samych rakach, bez użycia czekana. Następnie wspinaliśmy się z jednym narzędziem, a na końcu z dwoma. Szło nam całkiem sprawnie. Najgorzej było jak trafiło się na tępy czekan i miało się go w lewej (słabszej) ręce.

Po wszystkim poszliśmy jeszcze podziabać w totalnym mix’cie. Była skała, lód, śnieg i trawa. Jeszcze tylko zdanie sprzętu w schronisku, gratulacje, wymiana kontaktów, zdjęcie pożegnalne i ruszyliśmy, skoro słońce zachodziło, do domu.

Pozdrawiam KUBA

http://picasaweb.google.com/yetibt/KursTurystykiZimowej#    (67 zdjęć)

01:58, bezpiecznetatry , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 stycznia 2009
Tym razem postanowiliśmy sylwestra spędzić w licznym gronie i spotkaliśmy się większą częścią ekipy w Krakowie. Jak było - 40 osobowa domówka do 8 rano mówi sama za siebie. Znaleźliśmy również czas na zwiedzanie miasta i omówienie ważnych sprawa. Była to ciekawa odmiana w porównaniu do poprzednich zdecydowanie bardziej aktywnie spędzonych sylwestrów.

http://picasaweb.google.com/yetibt/SylwesterKRAKW20082009#     (43 zdjęcia)

Wszystkiego dobrego w nowym roku, dużo zdrowia, aby to co sobie postanowiliście w pełni się zrealizowało!
03:01, bezpiecznetatry , Inne
Link Dodaj komentarz »
Witam serdecznie podsumowanie działalności programu "Bezpieczne Tatry" jest już gotowe w postaci informatora.

http://bezpiecznetatry.blox.pl/resource/BT_2009.pdf

Polecam również zapoznanie się ze straszą wersją informatora, która zawiera informacje nie umieszczona w nowym ze względu na jego ograniczoną objętość.

http://bezpiecznetatry.blox.pl/resource/BT_2007.pdf

Zapraszam na nasze galerie:
http://picasaweb.google.com/yetibt/                   (6 folderów, 192 zdjęcia)
http://picasaweb.google.com/bezpiecznetatry/      (56 folderów, 3021 zdjęcia)

Do zobaczenia na szlaku!
02:46, bezpiecznetatry , Inne
Link Dodaj komentarz »
| < Styczeń 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Licznik Odwiedzin, Licznik Wizyt